Dzwoni telefon, odbierasz, a po kilku sekundach słyszysz: „Mamo! Mamo! Mamooo!”. Mówisz „przestań”, potem drugi i trzeci raz, a marudzenie tylko rośnie. Każde „przestań” jest dla dziecka nagrodą, bo właśnie dostało twoją uwagę. Zamiast upominać, daję mu codziennie kilkanaście minut tylko dla niego, bez telefonu. Przerywania jest dużo mniej.

Dlaczego „przestań” działa odwrotnie?

Dziecko, które przerywa mi rozmowę, nie planuje zemsty. Ono sprawdza prosty układ. Kiedy bawi się spokojnie, mama siedzi w telefonie albo w laptopie. Kiedy zaczyna krzyczeć i ciągnąć za rękaw, mama odkłada wszystko i patrzy tylko na nie.

Psychologowie dziecięcy podkreślają, że dla malucha liczy się sama uwaga, a jej ton ma mniejsze znaczenie. Tłumaczenie, upominanie i zirytowane „ile razy mam mówić” to wciąż kontakt z rodzicem. Kontakt pełen złości dziecko woli od braku kontaktu. W ten sposób, bez żadnej złej woli, sami utrwalamy zachowanie, którego mamy dość.

Marudzenie bywa też sposobem na rozładowanie napięcia. Często jest sygnałem, że dziecko nie umie jeszcze inaczej powiedzieć, czego potrzebuje.

Kilkanaście minut bez telefonu w zwykłym dniu

Cały trik polega na odwróceniu kolejności. Dziecko dostaje uwagę codziennie i z góry, a nie dopiero po awanturze. U nas wygląda to tak:

  1. Stała pora. Siadamy po powrocie z przedszkola, zanim zabiorę się za kolację. Przewidywalność jest tu ważniejsza niż długość.
  2. Telefon w innym pokoju. Nie leży na stole ekranem w dół, tylko jest poza zasięgiem ręki. Lista obowiązków też czeka.
  3. Dziecko wybiera zabawę. Mogą to być klocki, rysowanie, czytanie albo prosta gra. Ważne, żeby zabawa była spokojna.
  4. Słucham, nie prowadzę. Nie poprawiam wieży z klocków, nie robię z zabawy lekcji i nie wydaję poleceń.

Kilkanaście minut wystarcza, jeśli naprawdę należą tylko do dziecka. Sama zauważyłam, że to nie długość zabawy robi różnicę, tylko to, że dziecko wie, że ten czas na pewno nadejdzie.

Jak chwalić, żeby dziecko wiedziało, za co?

Druga połowa triku to pochwała. Ogólne „super” albo „dobra robota” niewiele dziecku mówi. Konkretny opis pokazuje mu dokładnie, co zrobiło dobrze i za co następnym razem znów dostanie uznanie. Zdania, których używam najczęściej:

  • „Widzę, że poczekałeś, aż skończę rozmawiać.”
  • „Odłożyłaś kredki, chociaż chciałaś jeszcze rysować.”
  • „Dziękuję, że spokojnie powiedziałeś, czego potrzebujesz.”
  • „Zauważyłam, że bawiłaś się sama, kiedy gotowałam.”

Chwalę od razu, w chwili, gdy coś zauważę. Wieczorne podsumowanie przy kolacji nie działa tak samo.

Co robię w trakcie marudzenia

Kiedy chodzi o drobiazgi, takie jak jęczenie czy wchodzenie mi w słowo, reaguję jak najmniej. Nie dyskutuję, nie prawię kazań, nie patrzę dziecku w oczy i nie powtarzam „przestań”. Gdy tylko się wycisza albo pokazuje pierwszy sygnał współpracy, od razu się do niego zwracam: „Dziękuję, że poczekałeś spokojnie”.

Przemilczenie marudzenia to tylko połowa roboty. Dziecko musi jeszcze wiedzieć, jak może zdobyć moją uwagę w lepszy sposób, dlatego zawsze łączę to z pochwałą za dobre zachowanie.

Gdy przychodzi wybuch złości, używam kilku spokojnych słów, na przykład: „Rozumiem, że się złościsz. Bić i rzucać zabawkami nie wolno”. Kiedy emocje buzują, maluch i tak nie przyjmie długich wyjaśnień, więc rozmowę zostawiam na czas, gdy się uspokoi. Najtrudniejsza jest konsekwencja. Jeśli raz przemilczę marudzenie, a innym razem dam się wciągnąć w dyskusję, zachowanie zostanie.

Kiedy nie ignorować dziecka

Ograniczanie reakcji dotyczy wyłącznie drobnych prowokacji. Reaguję od razu, gdy dziecko:

  • jest głodne,
  • jest chore albo coś je boli,
  • zachowuje się agresywnie wobec siebie lub innych,
  • robi coś niebezpiecznego.

Jeśli wybuchy i marudzenie zdarzają się bardzo często, trwają długo albo przybierają na sile, choć trzymasz się planu, albo gdy maluch rani siebie lub kogoś innego, umów się na rozmowę z pediatrą lub psychologiem dziecięcym.

Oceń artykuł

Średnia: 0.0 / 5 · 0 ocen