„Nie przesadzaj” nie uspokoi zdenerwowanego dziecka. Mówię: „Widzę, że się złościsz”

Przewrócona wieża z drewnianych klocków na podłodze w pokoju

Klocki się rozsypały, wieża runęła trzeci raz i mój przedszkolak wrzeszczy na cały pokój. Pierwsze, co ciśnie się na usta, to „nie przesadzaj”. Zamiast tego mówię: „Widzę, że się złościsz, bo wieża znowu się przewróciła. To frustrujące”. Dziecko słyszy nazwę swojej emocji i wie, że je rozumiem.

Pięć zdań, które podmieniłam w domu

„Nie przesadzaj” brzmi jak uspokajanie, ale dziecko słyszy w nim coś innego: że jego złość jest niepotrzebna. Napięcie nie znika, tylko rośnie, bo do frustracji dochodzi poczucie, że nikt go nie słucha. Dlatego trzymam się prostego schematu: nazwa emocji plus powód.

  • Zamiast „Nie przesadzaj, to tylko kredka” mówię: „Złości cię, że kredka złamała się w połowie rysunku”.
  • Zamiast „Przestań płakać” mówię: „Jest ci smutno, bo babcia już pojechała”.
  • Zamiast „Nic się nie stało” mówię: „Przestraszyłeś się, kiedy pies głośno zaszczekał”.
  • Zamiast „Nie marudź” mówię: „Jesteś rozczarowany, że plac zabaw jest dziś zamknięty”.
  • Zamiast „Uspokój się natychmiast” mówię: „Widzę, że jesteś bardzo zdenerwowany. Jestem obok”.

Nie muszę trafić idealnie. Jeśli dziecko poprawi mnie, że nie jest smutne, tylko wściekłe, to też dobrze, bo właśnie samo nazwało, co czuje.

Dlaczego nazwanie emocji uspokaja

Dorosły zwykle odróżnia złość od smutku czy rozczarowania bez zastanowienia. Przedszkolak często czuje tylko jedną wielką burzę w środku i nie ma dla niej słów. Gdy podaję mu nazwę, burza dostaje kształt, a z czymś nazwanym łatwiej sobie poradzić.

Psychologowie dobrze to znają. W badaniach z udziałem dorosłych samo określenie własnego uczucia łagodziło reakcję na przykre przeżycia. U dzieci z kolei umiejętność rozpoznawania emocji idzie w parze z lepszym radzeniem sobie z nimi. Jest też drugi zysk: dziecko widzi, że rodzic stoi po jego stronie, a nie po stronie zgubionej zabawki czy rozsypanych klocków.

Kiedy nie dopytuję o uczucia?

Przez pierwsze tygodnie nazywałam wszystko. Każde skrzywienie nad zupą kończyło się moim „widzę, że jesteś niezadowolony”. Szybko zauważyłam, że przy drobiazgach to raczej męczy, niż pomaga.

Potwierdza to badanie Levy-Gigi i Shamay-Tsoory opublikowane w 2022 roku w „PLOS ONE”. Wynika z niego, że nazywanie emocji pomaga przede wszystkim przy silnym napięciu, a przy łagodnych emocjach nie zawsze przynosi korzyść. Dziś zostawiam ten trik na prawdziwe wybuchy: płacz, krzyk, tupanie. Lekkie marudzenie po prostu przeczekuję albo zmieniam temat.

Po nazwaniu emocji pytam o rozwiązanie

Gdy pierwsza fala złości opada, nie podaję gotowego wyjścia. Przy wieży, która znów runęła, pytam: „Jak myślisz, co zrobić, żeby następna stała dłużej?”. Wysłuchuję pomysłów, razem zastanawiamy się, co z nich wyniknie, a wybór zostawiam dziecku, na miarę jego wieku.

Według badań opublikowanych w 2023 roku we „Frontiers in Psychology” dzieci, które dorastają w cieple, wsparciu i przy jasnych zasadach, często lepiej rozwiązują problemy i panują nad emocjami. Wspieram więc samodzielność, ale nie zostawiam dziecka samego z kłopotem. Chwalę też próbę, nawet gdy wieża znów się przewróci: „Widziałam, jak szukałeś sposobu”.

Najtrudniejsza część to moje własne nerwy

Dziecko uczy się radzić sobie ze złością głównie, patrząc na dorosłych. Jeśli ja krzyczę przy każdym spóźnieniu, nie mogę oczekiwać, że ono będzie spokojnie nazywać swoje uczucia. Artykuł z „Journal of Child and Family Studies” z 2019 roku łączy trudności matek z regulowaniem własnych emocji z tym, jak dobrze rozumieją one uczucia i potrzeby dziecka.

Dlatego to samo zdanie stosuję wobec siebie, na głos: „Jestem zdenerwowana, bo się spieszymy. Zatrzymam się na chwilę, a potem razem coś wymyślimy”. Dziecko widzi wtedy, że złość jest zwykłą emocją, która nie musi kończyć się krzykiem.

Zdarza mi się nie wytrzymać. Wtedy wracam do sytuacji, gdy oboje ochłoniemy, i mówię: „Byłam bardzo zła, ale nie powinnam była na ciebie krzyczeć. Następnym razem spróbuję spokojniej”. Z takich przeprosin dziecko uczy się więcej niż z niejednego kazania: że błąd można przyznać, a relację naprawić.

Oceń artykuł

Średnia: 0.0 / 5 · 0 ocen