Wstajesz z dywanu, robisz dwa kroki w stronę kuchni i już słychać płacz. Odruch podpowiada, żeby następnym razem wyjść po cichu, kiedy maluch patrzy na zabawkę. Nie rób tego. Krótkie, spokojne „pa pa, zaraz wracam” działa lepiej, bo uczy dziecko, że twoje wyjście zawsze kończy się powrotem.

Dlaczego wymykanie się po cichu nasila płacz?

To, co rodzice nazywają dzieckiem-rzepem, specjaliści określają jako lęk separacyjny. Pojawia się zwykle między 6. a 12. miesiącem życia, najmocniej daje o sobie znać około 9. miesiąca, a wycisza się w okolicach 2.–3. roku życia. To normalny etap rozwoju. Nie jest skutkiem noszenia na rękach ani rozpieszczania.

Maluch w tym wieku wie już, że mama czy tata istnieją dalej, gdy znikną za drzwiami. Nie potrafi jednak przewidzieć, kiedy wrócą. Jeśli wychodzisz ukradkiem, dziecko w pewnej chwili podnosi głowę i bez żadnej zapowiedzi widzi pusty pokój. Wtedy płacz jest głośniejszy, a przy kolejnej okazji maluch pilnuje cię jeszcze uważniej, bo przekonał się, że możesz zniknąć w każdej chwili.

Sama długo wychodziłam z pokoju na palcach, przekonana, że oszczędzam dziecku łez. Rozstania zrobiły się krótsze i cichsze dopiero wtedy, gdy zaczęłam mówić, dokąd idę.

Gotowy rytuał pożegnania

Pożegnanie działa najlepiej, gdy za każdym razem wygląda tak samo. Powtarzalność daje dziecku poczucie, że wie, co się zaraz wydarzy.

  1. Wybierz dobry moment. Najłatwiej rozstać się z maluchem wypoczętym i najedzonym. Głód, zmęczenie i choroba wzmacniają niepokój.
  2. Powiedz jedno krótkie zdanie, np. „Pa pa, idę do kuchni, zaraz wracam”. Używaj tych samych słów przy każdym wyjściu.
  3. Mów spokojnie. Niemowlę wyłapuje napięcie w głosie, a łagodny, pewny ton odbiera jako znak, że wszystko jest w porządku.
  4. Nie przeciągaj. Długie przepraszanie i zawracanie od drzwi tylko podsycają nerwy.
  5. Po powrocie daj znać, że jesteś. Krótkie „już jestem” zamyka całą sekwencję.

Krótki protest przy wyjściu jest naturalny i nie musisz go od razu gasić braniem na ręce. Maluch, który zostaje na macie z ulubioną zabawką, po kilku takich próbach zwykle odkrywa, że to całkiem przyjemne miejsce.

Krótkie rozstania na próbę

Pożegnania najlepiej ćwiczyć wtedy, gdy przy dziecku zostaje ktoś zaufany: drugi rodzic, babcia albo dziadek. Zacznij od kilku minut poza pokojem. Wydłużaj ten czas stopniowo, gdy krótsze wyjścia przestaną wywoływać rozpacz.

Dzięki takim próbom maluch przestaje kurczowo trzymać się jednej osoby. Często najpierw „przykleja się” do obojga rodziców albo do dziadków i dopiero potem łagodnieje. Oswojenie nowej twarzy czasem zajmuje pięć minut, a czasem pięć miesięcy, dlatego liczy się regularny kontakt z tą samą osobą.

Gdy zaczyna się żłobek albo inna opieka poza domem, niepokój bywa silniejszy. W takim okresie lepiej wrócić do krótszych prób.

„A kuku”, czyli znikanie na niby

Zwykła zabawa w „a kuku” pozwala niemowlęciu przeżyć to samo co przy twoim wyjściu, tylko w bezpiecznej wersji. Zasłaniasz twarz dłońmi albo pieluszką i po chwili wyłaniasz się z uśmiechem. Dziecko raz za razem doświadcza, że ktoś znika i wraca.

Z czasem możesz schować się za fotelem lub za framugą drzwi i odezwać się, zanim maluch zdąży się zaniepokoić. To łagodne przejście od zabawy do prawdziwego wyjścia z pokoju.

Sygnały, z którymi warto iść do specjalisty

U niemowlęcia płacz przy wyjściu rodzica i chęć bycia stale na rękach zwykle mieszczą się w normie. Z pediatrą lub psychologiem dziecięcym warto jednak porozmawiać, gdy:

  • lęk jest bardzo silny i nie słabnie mimo stopniowego oswajania,
  • przeszkadza w spaniu, jedzeniu lub codziennym funkcjonowaniu,
  • utrzymuje się w dużym nasileniu także po okresie przedszkolnym.

Z lekarzem skontaktuj się pilnie, gdy płacz pojawia się nagle i nie da się go ukoić, towarzyszą mu inne niepokojące objawy albo dziecko zaczyna tracić umiejętności, które już opanowało.

Oceń artykuł

Średnia: 0.0 / 5 · 0 ocen